Strona Główna

Przygody z tortem

Moja przygoda z tortem Angielskim zaczęła się, gdy zbliżały się pierwsze urodziny Julci. Oczywiście zrobiłam wcześniej próbny tort, przy którym się dość dużo nauczyłam. Pierwsza próba była taka:

Zrobiłam biszkopt, kupiłam krem śmietankowy do tortów i użyłam jako masy oraz do posmarowania tortu, masę plastyczną zrobiłam z pianek marsmallows (jojo). Pianki miałam w różnych kolorach i nie wiedziałam dokładnie, jaki kolor wyjdzie, a wyszedł zielony. Można kupić Np. różowo białe i wyjdzie różowy.


Po zrobieniu tej masy plastycznej, powiedziałam, że ostatni raz pisałam się na pianki, ponieważ bardzo trudno się roztapiają a co do ugniatania potem tego to już całkiem masakra. Tort oczywiście wyszedł ładny, smaczny, ale nie taki jak chciałam, ponieważ zrobiłam jeden błąd użyłam kremu śmietankowego, czego nigdy nie róbcie przy torcie angielskim. Wtedy masa plastyczna nie wiąże się z tortem wręcz odchodzi.

Tak wyglądał torcik:

tort

tort1

 

Dalsze przygody wyglądały następująco: wyczytałam o masie marcepanowej i barwnikach spożywczych, wiec zainwestowałam i zamówiłam na allegro (u nas w sklepach tego nie ma nawet w hipermarketach) chciałam pójść na łatwiznę. Drugiej próby już nie robiłam, bo skoro masę wystarczyło zabarwić to nic trudnego.
Dzień przed urodzinami, od samego rana wzięłam się za robienie tortu. Pierwsze piekłam biszkopt, który mi się przypalił, ponieważ poszłam karmić Juleczkę, a że jej trochę dłużej zeszło z tym jedzonkiem, no to niestety, gdy dobiegłam do piekarnika zobaczyłam tylko czarny wierzch. Więc wzięłam się za robienie drugiego biszkoptu, którego już pilnowałam jak oka w głowie. Gdy już miałam wystygnięty i przekrojony biszkopt, zaczęłam robić masę truskawkową (nawet się udała) gdy to już miałam gotowe wystarczyło przełożyć tort masą, dodać świeżych truskawek, i zrobić jeszcze jedną masę maślaną do obsmarowania tortu i tutaj był troszku kłopot, ponieważ to był tak upalny dzień że nie bardzo chciało mi to zgęstnieć. Dopiero po wsadzeniu do lodówki udało się. Gdy już miałam wysmarowany tort, pomyślałam ech teraz to już z górki, lecz ciut się pomyliłam. Otwarłam opakowanie masy marcepanowej, o dziwo była koloru brązowego, za nic nie chciała się zabarwić. Szybko wymyśliłam plan B. Siadłam przed komputer, znalazłam przepis na masę cukrową, (na szczęście poszło lepiej z ugniataniem niż z tymi piankami marsmallows) Wyszła mi super biała i bez problemów mogłam ją zabarwić, aby zrobić kolorowe ozdoby. Samo ozdabianie mi chwile zeszło, ale warte było zachodu, ponieważ efekt był super no i smak również.

tort2

tort3